Ryzyko zakażenia koronawirusem: imprezy i spotkania rodzinne. Ryzyko zakażenia koronawirusem: windy. Inne miejsca, w których narażasz się na zakażenie koronawirusem. Duże prawdopodobieństwo zarażenia się koronawirusem SARS-CoV-2 występuje podczas uczestnictwa w nabożeństwie w kościele, spotkań z rodziną i znajomymi czy Ja też mam HPV w życiu spałam z jedym partnerem którym jest mój mąż a on nie jest zarażony . HPV można się zarazić również na basenie , korzystając z publicznych toalet jest dużo innych sposobow zarażenia. Więc to nie jest choroba ludzi współżyjących z wieloma osobami . To może spotkać każdego z was. Świerzb to choroba zakaźna, na którą choruje aż 300 mln ludzi (123rf) Świerzb jest chorobą zakaźną, która wbrew obiegowym opiniom nie powstaje z braku higieny, można zarazić się nim nawet mieszkając w sterylnych warunkach i dbając o siebie. Najwięcej zachorowań odnotowuje się jesienią, najbardziej narażone są osoby Bruceloza: jak można się zarazić? Brucelozą można się zarazić poprzez kontakt z zakażonym zwierzęciem: jego wydzielinami, wydalinami oraz z mlekiem. Bakterie mogą dostać się do organizmu człowieka także drogą wziewną - podczas wdychania zarazków unoszących się w powietrzu oraz przez zanieczyszczenie rany skóry. Pałeczka ropy błękitnej zaliczana jest do niebezpiecznych bakterii. Atakuje głównie osoby z obniżoną odpornością i dość szybko rozprzestrzenia się w szpitalach. Naturalnym środowiskiem do jej rozwoju jest woda. Pseudomonas aeruginosa można się zarazić w zasadzie wszędzie, jest bowiem dość mocno obecna w środowisku. Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd. Kto jest narażony na zarażenie wirusem odry? Dr Paweł Grzesiowski: Ryzyko zarażenia jest największe u osób, które są nieszczepione i nie chorowały w przeszłości, czyli są nieuodpornione. Odporność można zdobyć na dwa sposoby - można być albo zaszczepionym i wtedy wytwarzamy odporność wobec wirusa szczepionkowego, to jest jednocześnie odporność przeciw wirusowi dzikiemu albo zachorowaliśmy na odrę i wtedy po chorobie też mamy odporność tzw. pozakaźną. Trzecia grupa osób to noworodki i niemowlęta, które dostają przeciwciała od matki, jeżeli ona je posiadała. Czy wystarczy zaszczepić się raz w życiu, czy szczepienia trzeba powtarzać, żeby być odpornym na odrę? Każde szczepienie pozostawia ślad w pamięci immunologicznej, to nie jest tak, że osoba, która została zaszczepiona 30 lat temu jest tak samo wrażliwa, jak osoba nieszczepiona w ogóle. Tak nie jest, chociaż ta odporność poszczepienna może być na tyle niska, że ta osoba zaszczepiona zachoruje, tyle tylko, że ta choroba nie będzie miała ciężkiego przebiegu tak, jak wtedy, kiedy jesteśmy w ogóle nieuodpornieni. Dzisiaj wiedza immunologiczna jest taka, że trzeba do pełnej i długoletniej odporności przyjąć dwie dawki szczepionki podanej powyżej 1. roku życia. Co więcej, druga dawka szczepionki powinna być przyjęta, optymalnie, do 15. roku życia. W tej chwili ze względu na sytuację epidemiologiczną nawet przyspieszamy tę drugą serię szczepionki i od stycznia 2019 r. będzie ona podawana w 6. roku życia, dotychczas była w 10. To powtórzenie szczepienia ma dwa cele: po pierwsze, wychwytuje osoby, które nie zareagowały na pierwszą szczepionkę - to jest ok. 2-3 proc. populacji, po drugie wzmacnia pamięć immunologiczną. Powtórny kontakt ze szczepionką, powoduje, że komórek pamięci immunologicznej tworzy się więcej. W jaki sposób można się zarazić odrą i jak szybko rozprzestrzenia się ta choroba? Zarazić się można bardzo łatwo, wystarczy dosłownie kilkanaście cząstek wirusa, żeby wywołać chorobę. Zarażamy się drogą kropelkowo-powietrzną to jest trochę inna droga niż tylko kropelkowa, tzn. można zarazić się również na odległość. W przypadku drogi kropelkowej to 1,5 do 2 metrów od osoby kaszlącej, droga kropelkowo-powietrzna natomiast jest taka, że wirus jest na tyle mały i lekki, że porusza się również z falą powietrza, czyli możemy się zarazić od osoby przebywającej w tym samym autobusie, nie musimy wcale stać obok. Rekordowa liczba zakażonych od jednego chorego wynosi 200 osób. Zakaźność wirusa odry jest o wiele większa niż innych drobnoustrojów i dlatego pierwszymi skutkami zmniejszenia się liczby szczepień, jest właśnie odra. Jest jedną z najbardziej zaraźliwych chorób zakaźnych. Jakie są pierwsze objawy odry? W okresie wylęgania odry, który trwa od 2 do 3 tygodni, nie ma właściwie objawów. Kiedy już wirus namnoży się w drogach oddechowych, bo wnika oczywiście przez układ oddechowy, czyli przez nos i gardło, to występują objawy podobne do grypy, czyli - katar, kaszel, może wystąpić zapalenie spojówek objawiające się światłowstrętem. Dzieci unikają wtedy światła dziennego i to jest też pierwszy symptom, bardzo typowy dla odry. Gdy ktoś zauważy taki objaw u chorego, a jeszcze nie ma wysypki, to już powinno się zapalić żółte światełko, że to może być odra. Po tej pierwszej fazie kataralnej, zaczyna się faza uogólniona, kiedy wirus dostaje się do krwi, z którą dociera do poszczególnych narządów. Przede wszystkim atakuje i uczula komórki odpornościowe, a wynikiem tego uczulenia jest wysypka. Pojawiają się miliony czerwonych punkcików na skórze, które są skutkiem działania pobudzonych limfocytów przez wirusa. Wirus odry działa trochę jak wirus HIV, czyli niszczy komórki odpornościowe. Skutkiem tego jest: po pierwsze, osłabienie odporności, a po drugie wysypka cytotoksyczna. Innym sygnałem ostrzegawczym powinna być wysypka w jamie ustnej. Kiedy zaobserwujemy u siebie czerwone punkciki na podniebieniu miękkim, dziąsłach czy na łukach podniebiennych, także powinna zapalić się u nas lampka ostrzegawcza. Odra, może na tym się zakończyć, czyli po mniej więcej 5-7 dniach wysokiej gorączki, powiększonej wątroby, śledziony, tych wszystkich innych objawów. Niestety, u części osób, w momencie bardzo mocnego ataku wirusa, mogą pojawić się ciężkie uszkodzenia narządów np. wieloogniskowe zapalenie płuc, prowadzące szybko do niewydolności oddechowej. Jakie są jeszcze inne powikłania po odrze? Najczęściej pojawiają się ataki wirusa na inne części układu oddechowego, może wystąpić zapalenie oskrzeli, ucha środkowego czy zatok. Wirus może wywołać także odrowe zapalenie opon rdzeniowych i mózgu, nierzadko kończące się śmiercią. To są powikłania wczesne, oprócz tego występują powikłania późne, czyli choroba minęła, wydaje się, że wracamy do zdrowia, a mniej więcej w drugim - trzecim tygodniu zaczynają się infekcje bakteryjne. To oznaka, że człowiek ma bardzo zniszczoną odporność i rozwijają się różne powikłania bakteryjne - takie jak zapalenie płuc, zapalenie jelita czy sepsę, które mogą skończyć się tragicznie. Występuję jeszcze jedno odległe powikłanie, o czym rzadko się mówi, a mianowicie - podostre stwardniające zapalenie mózgu, które rozwija się kilka do kilkunastu lat po chorobie ostrej. Wirus przedostaje się do mózgu i tam bardzo powoli, ale niestety nieubłaganie niszczy tkankę mózgową i to się kończy zawsze śmiercią. Ta choroba zabijała rocznie kilkadziesiąt osób w Polsce, kiedy nie było szczepień przeciw odrze. To jest bardzo dramatyczna choroba, która przebiega podobnie jak zespół otępienia czy choroba Alzheimera. U zdrowego człowieka, w ciągu kilku miesięcy, rozwija się postępujące kalectwo, które prowadzi do śmierci. W jaki sposób leczona jest odra? Nie ma żadnych leków na odrę, pozostają nam tylko preparaty wspomagające. Lekarze muszą patrzeć bezradnie, jak pacjent sam walczy z infekcją. Można dawać kroplówki, wspomagać oddech, ale nie ma żadnych leków, które zahamowałyby rozwój wirusa, nawet nie ma surowicy odpornościowej. Przy ospie wietrznej czy przy żółtaczce typu B mamy tzw. surowicę odpornościową, w przypadku odry nie mamy takiego preparatu, którym moglibyśmy wspomóc walkę z chorobą. Jeśli występują powikłania to lekarze są w pewnym sensie bezradni. Kiedy możemy mówić o epidemii odry i jakie jest zagrożenie wystąpienia epidemii w Polsce? Mamy dwie definicje epidemii. Jedna, w której liczą się kwestie ilościowe, czyli np. występuje 100 tys. zachorowań na odrę, ta przesłanka w Polsce nie jest spełniona, czyli nie możemy mówić dzisiaj o epidemii w rozumieniu masowości zachorowań. Natomiast występuje również druga definicja epidemii, która mówi o tym, że jest to pojawienie się nawet niedużej liczby przypadków, ale nowej lub powracającej choroby, której już nie było. Tak dzieje się właśnie teraz w Polsce. Dlatego, że jeżeli spojrzymy na aktualne dane polskie to w tym roku będzie 150 czy 200 przypadków, a to już jest wyraźnie więcej niż w poprzednich latach, możemy więc mówić o wzroście zachorowalności. Nie było tylu przypadków przez ostatnie 25 czy 30 lat. Do tej pory występowało rocznie 30-40 przypadków odry, najczęściej u osób niepolskiego pochodzenia, czyli np. były to nieszczepione dzieci z Bułgarii czy Rumunii. Natomiast polskie dzieci nie chorowały, w tej chwili mamy zupełnie nową sytuację, gdzie chorują polskie dzieci, które są niezaszczepione. Kto odpowiada za rozprzestrzenianie się tego wirusa, przede wszystkim osoby z poza Polski czy te nieszczepione w Polsce? W tej chwili to się zmieniło, bo rzeczywiście w przeszłości głównymi "dostawcami wirusa" były osoby z południa Europy, czyli z Bułgarii i Rumunii, w tej chwili to się wyrównało, to znaczy, że osobami zarażającymi są także mieszkańcy innych regionów Europy. Oczywiście, jeżeli spojrzymy na statystki, to najczęściej będą to osoby z Ukrainy, bo tam występuje obecnie ponad 30 tys. przypadków odry, a tych osób przyjeżdżających do Polski jest bardzo dużo. Ale odrę mogą przywieźć do Polski mieszkańcy Grecji, Włoch czy Niemiec, bo tam także występują nowe przypadki. W Niemczech wystąpiło w ostatnim roku tysiąc przypadków zakażeń, we Włoszech 5 tys. To nie są małe liczby. Odra występuje w wielu krajach europejskich, jako powracająca epidemiczne forma, bo w tych krajach wiele osób odmawia szczepień, a zachorowania występują tam, gdzie doszło do obniżenia liczby zaszczepionych osób. Czy możemy sprawdzić swoją odporność na odrę? Tak, oczywiście. Nie jest to sposób idealny, ale na pewno powtarzalny - możemy zmierzyć poziom przeciwciał swoistych dla odry, w tzw. klasie IgG, czyli takich dojrzałych przeciwciał. Takie badanie można zrobić w ciągu pięciu dni w praktycznie każdym laboratorium. Jeżeli mamy tych przeciwciał odpowiednio dużo, jest szansa, że jesteśmy chronieni, co nie oznacza, że nie możemy zachorować w ogóle, natomiast z całą pewnością posiadanie tych przeciwciał mówi o tym, że mamy siły odpornościowe, które pozwolą nam taki zwykły kontakt z odrą przeżyć bez choroby. Czy jeżeli nie mamy odpowiedniej ilości przeciwciał – można i warto się zaszczepić? Tak, jeśli poziom przeciwciał jest bardzo niski, warto przyjąć jedną dawkę szczepionki. Ale można również przyjąć, że każda osoba, która w przeszłości otrzymała tylko jedną dawkę szczepionki przeciw odrze, powinna uzupełnić odporność poprzez przyjęcie drugiej dawki - obecnie mamy powszechnie dostępną szczepionkę skojarzoną przeciw odrze, różyczce i śwince, która doskonale nadaje się do tego celu. Rozmawiała Katarzyna Krzykowska We wtorek grecki rząd zarządził nowe restrykcje w związku z pogarszającą się sytuacją wirusową w kraju. Władze zapowiedziały, że wstęp do restauracji możliwy będzie jedynie dla tych, którzy zaszczepili się już na COVID-19 lub dysponują negatywnym wynikiem testu na koronawirusa wykonanym w ciągu ostatnich 3 dni. Co więcej, wszyscy klienci znajdujący się wewnątrz lokalu będą musieli zajmować miejsca siedzące. Te regulacje nie obejmą gości zajmujących miejsca na zewnątrz punktów gastronomicznych. Nowe przepisy mają obowiązywać do sierpnia. Utrzymać kontrolę nad pandemią Z punktu widzenia greckiej gospodarki, branża gastronomiczna ma duże znaczenie. – Jest kluczowe, byśmy nie wywierali wrażenia, że tracimy kontrolę nad pandemią i żeby nasz przemysł turystyczny mógł funkcjonować normalnie – powiedział na konferencji prasowej grecki minister rozwoju i inwestycji Adonis Jeorjadis. – Kierunek greckiej gospodarki będzie zależny od tego, jak skutecznie zastosujemy się do środków bezpieczeństwa i będziemy kontrolowali pandemię – dodał polityk. Pomimo wzrostu liczby zakażeń koronawirusem, Grecja zamierza ożywić sektor turystyczny tego lata. Ponad 40% mieszkańców tego kraju zostało już w pełni zaszczepionych. Turyści mogą wjechać do Grecji wyłącznie pod warunkiem, że zostali zaszczepieni lub posiadają negatywny wynik testu PCR. Rząd wprowadził aplikację COVID FREE GR, przy pomocy której będzie można szybko zweryfikować europejskie cyfrowe świadectwo wszczepień lub wyniki testów ekspresowych lub PCR na obecność koronawirusa. Aplikacja ma być dostępna w większości przedsiębiorstw. W poniedziałek w kraju odnotowano 2065 nowych zakażeń koronawirusem. 10 osób zmarło. Od początku w Grecji odnotowano 440 872 przypadków zakażenia i 12 802 zgony. Czytaj też:Kontrowersyjny pomysł posła KO. Chodzi o wstęp do restauracjiCzytaj też:Tak źle tego lata w Izraelu jeszcze nie było. Rząd rozważa przywrócenie restrykcji 5/36 Przeglądaj galerię za pomocą strzałek na klawiaturze fot. ADonsky, iStock / Getty Images PlusPoprzednieNastępne Didyma to jeden z popularnych kurortów na Riwierze Egejskiej. Można się tu poczuć zupełnie jak w Grecji. Zobacz równieżPolecamy "Nie było ponoć żadnego lekarstwa, którego zastosowanie zapewniałoby powrót do zdrowia; to bowiem, co pomagało jednym, szkodziło drugim” – relacjonował Tukidydes Choć opis, pozostawiony przez starożytnego historyka, jest bardzo dokładny, historycy do dzisiaj spierają się, czy możemy określić, jaka dokładnie choroba zdziesiątkowała grecką metropolię Po odkryciu w 1976 r. wirusa Ebola także jego podejrzewano o wywołanie starożytnej epidemii W 431 r. przed naszą erą Ateny były prawdziwym morskim imperium. Za pośrednictwem Związku Morskiego kontrolowały niemal cały obszar Morza Egejskiego. Dzięki spływającym od sojuszników związkowym składkom i okrętom miasto stało się militarną potęgą. Ateńczycy liczyli na to, że niedługo staną się także panami całej Grecji. W tym właśnie celu rozpętali wojnę z naczelnym rywalem, Spartą. Ledwie jednak konflikt nabrał rozpędu, a miasto-państwo zmuszone było zmierzyć się z innym, zupełnie nieoczekiwanym, ale za to śmiertelnie groźnym wrogiem – epidemią. Przybyła z Etiopii Choroba dała o sobie znać prawdopodobnie w roku 430 Historyk Tukidydes, który był świadkiem tych wydarzeń, a nawet sam zmagał się z tajemniczą dolegliwością, podejrzewał, że do Grecji trafiła ona z Etiopii, przemieściwszy się przez Egipt i Libię. Zaatakowała wiele greckich miast, ale to w Attyce – i przede wszystkim w jej centrum, Atenach – wyrządziła największe szkody. Trudno się temu dziwić. Miasto, składające się z 10 tys. domów i mające – jak się szacuje – około 100 tys. mieszkańców, w tym czasie było jeszcze bardziej zatłoczone, niż zwykle. Akropol na obrazie Lea von Klenze Ponieważ Spartanie najechali na Attykę, większość ludności z okolicznych osiedli przeniosła się do stolicy. Czekano tam, aż wojska ateńskie poradzą sobie z przeciwnikiem. W warunkach przeludnienia tajemniczy wirus miał jednak ułatwione zadanie. Zwłaszcza, że – jeśli wierzyć Tukidydesowi – zarazić można było się bardzo szybko. „Zaraza ta przewyższała wszystko, co się da opisać. Wybuchała z niebywałą siłą” – pisał później w Wojnie peloponeskiej. „Zaczynając od głowy, przechodziła przez całe ciało…” Gdy ktoś już zachorował, oznaczało to niemal wyrok śmierci. „Nie było też ponoć żadnego lekarstwa, którego zastosowanie zapewniałoby powrót do zdrowia; to bowiem, co pomagało jednym, szkodziło drugim” – relacjonował Tukidydes. – „Obojętne też było, czy ktoś miał konstytucję fizyczną silną, czy słabą; wszystkich kosiła ta zaraza na równi, nawet tych, których leczono wszelkimi środkami”. Zaraza atakowała nagle. Zaczynała się od wysokiej gorączki i pieczenia oczu. Następnie „jama ustna i język nabiegały krwią”; choremu coraz trudniej było też oddychać. Później pojawiały się uciążliwy kaszel, nudności i wymioty, a u niektórych także silna czkawka. Przy tym, jak opowiadał Tukidydes: Ciało chorego przy dotknięciu nie wydawało się zbyt rozpalone; nie było także blade, lecz zaczerwienione, sine i pokryte pęcherzykami i wrzodami; wewnątrz zaś chory był tak rozpalony, że nie mógł znieść nawet najlżejszego odzienia ani najdelikatniejszego nakrycia, lecz chciał leżeć nago, a najchętniej rzuciłby się do zimnej wody. Foto: fot. domena publiczna Zaraza zdziesiątkowała ludność Aten Ta wewnętrzna gorączka prowadziła w końcu do śmierci: większość nieszczęśników umierała w siódmym lub dziewiątym dniu choroby. Ci, którzy przetrwali ten okres, też nie mogli jeszcze mówić o sukcesie. „Jeśli ten dzień przetrzymali, umierali później z osłabienia, kiedy choroba zaatakowała podbrzusze wywołując silne ropienie i nieustanną biegunkę” – zanotował Tukidydes. Historyk dodawał, że generalnie choroba, choć zaczynała się od głowy, przechodziła przez całe ciało. Na pełne wyzdrowienie niemal nie można było liczyć. Jeśli komuś udało się przetrzymać najgorsze, to jednak pozostawały ślady: choroba rzucała się bowiem na genitalia, na palce rąk i nóg i powodowała utratę tych części ciała, u niektórych także i oczu. Zdarzało się, że ludzie natychmiast po wyzdrowieniu tracili pamięć, nie zdawali sobie sprawy, kim są, i nie poznawali swych krewnych. Tyfus, dżuma, a może ebola? Choć opis, pozostawiony przez starożytnego historyka, jest bardzo dokładny, historycy do dzisiaj spierają się, czy możemy określić, jaka dokładnie choroba zdziesiątkowała grecką metropolię. Proponowano najróżniejsze rozwiązania: tyfus, dżumę płucną lub dymieniczą, szkarlatynę, grypę, ospę lub nawet dengę. Po odkryciu w 1976 r. wirusa Ebola także jego podejrzewano o wywołanie starożytnej epidemii. Foto: Alonzo Chappe / fot. domena publiczna Wśród ofiar zarazy znalazł się między innymi Perykles Wszystko to jedynie domysły – prawdy, być może, nie poznamy nigdy. Nie można wykluczyć, że chodziło o kilka chorób naraz. Możliwe też, że wirus czy bakteria, które ją wywoływały, przetrwały do dzisiejszych czasów, ale uległy kolejnym mutacjom, które znacząco zmieniły ich działanie. Możemy jednak wyobrazić sobie, jaka była skala epidemii. Profesorka filologii klasycznej i historii z Nowego Jorku, Jennifer Tolbert Roberts, opowiada: [Choroba] nie tylko spowodowała nieopisaną nędzę, kiedy trwała; drastycznie obniżyła też liczbę dostępnych walczących obywateli. Zmarło 4400 hoplitów i 30 kawalerzystów. Wyprawa zbrojna, wysłana do Potidai też uległa chorobie: 1050 z 4000 wysłanych ludzi zmarło z jej powodu (…). Trauma była tak wielka, że ci, którzy przeżyli, po prostu nie mogli się otrząsnąć. Zniknęło nagle między jedną czwartą a jedną trzecią populacji: matki, ojcowie, dzieci, bracia, siostry, uwielbiani przyjaciele. Chaos i bezprawie Niewątpliwie skutki zarazy dla Aten były straszliwe. Wśród ofiar znalazł się miedzy innymi wybitny ateński polityk, Perykles. Tukidydes opisywał, że epidemia doprowadziła do całkowitego rozprzężenia obyczajów. Kto mógł, używał życia. Ludzie, zagrożeni śmiercią na każdym kroku, nie cofali się przed niczym: „Z pogwałcenia zaś praw ludzkich nikt sobie nic nie robił, bo nikt nie był pewien, czy doczeka wymiaru sprawiedliwości”. Foto: fot. domena publiczna Epizod z końcówki wojny peloponeskiej. Powrót Alkibiadesa do Aten w 407 r. Ciała często pozostawiano bez pochówku – i to w społeczeństwie, w którym odpowiedni pogrzeb był uważany za jeden z najważniejszych obowiązków. Nawet chorych pozostawiano nieraz bez opieki ze strachu, by się nie zarazić. W religijnym dotychczas mieście przestano też zwracać uwagę na bogów. Zwłaszcza, że jednego z nich – a mianowicie Apolla – uważano za źródło zarazy. Grecy wierzyli bowiem, że delficki bóg pokazał im w ten sposób, że w wojnie peloponeskiej stoi po stronie Sparty. Wojna przegrana przez… chorobę? Hans Zinsser, badacz historii epidemii, uważa, że zaraza mogła wpłynąć wręcz na losy całej wojny. Jak przekonuje, „była jednym z głównych powodów, dla których armie ateńskie za radą Peryklesa nie próbowały wyprzeć plądrujących Attykę Lacedemończyków”. Poza tym: Peloponezyjczycy w pośpiechu opuścili Attykę, nie z powodu strachu przed Ateńczykami, zamkniętymi w miastach, ale w obawie przed chorobą. W tym samym czasie epidemia podążyła za ateńską flotą, która atakowała peloponeskie wybrzeże, i uniemożliwiła osiągnięcie celów, dla których wyprawę zorganizowano. Możliwe więc, że zaraza wpłynęła na zmagania między dwiema konkurującymi ze sobą potęgami, zarówno jeśli chodzi o ich trwanie, jak i zmienność szczęścia na wojnie, równając się w tym względzie z jakimkolwiek dowództwem czy siłą zbrojną. Na pewno zaraza przyczyniła się do tego, że Ateńczycy musieli pożegnać się z nadzieją na szybkie zwycięstwo. A w kolejne lata wojny – która przeciągnęła się aż do 404 – wkraczali bardzo osłabieni. Zainteresował Cię ten artykuł? Na łamach portalu przeczytasz również o tym, ile w starożytnej Grecji zarabiały prostytutki. Anna Winkler – doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich. (pc) 4/11 Przeglądaj galerię za pomocą strzałek na klawiaturze PoprzednieNastępne - Z miesiąca na miesiąc rezerwacji przybywa. Bardzo się cieszymy, bo widać, że Polacy chcą i będą podróżować. Porównując jednak do liczby rezerwacji w marcu 2019 różnica jest nadal znacząca. Dwa lata temu dziennie przybywało nawet kilka tysięcy rezerwacji, teraz jest ich kilkaset - mówi Piotr Henicz, wiceprezes Biura Podróży ITAKA, wiceprezes Polskiej Izby Turystyki i Polskiego Związku Organizatorów Turystki. - Teraz dużym zainteresowaniem cieszą się Zanzibar i Malediwy. W segmencie oferty na dojazd własny klienci chętnie rezerwują hotele w Chorwacji. CZYTAJ WIĘCEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE

czym można zarazić się w grecji